Z probiotykami spotykamy się bardzo często w życiu codziennym. Na półkach sklepowych znajduje się cała masa produktów z oznaczeniem, że są w nim w nich żywe bakterie probiotyczne.
Intuicyjnie myślimy, że probiotyki to żywe mikroorganizmy, które wywierają korzystny wpływ na nasze zdrowie Ta definicja z góry zakłada, że każdy probiotyk jest dla nas bezpieczny
Pozostałe są dopuszczone na rynek na podstawie tylko zawiadomienia. Przyczyną są braki kadrowe i wynikający stąd brak kontroli. Inspektorzy trafiają głównie do tych producentów, którzy zgłosili swoją działalność do GIS-u, są transparentni, mają legalne linie produkcyjne i kompletną dokumentację. Inni często zlecają produkcję producentom bez odpowiednich certyfikatów.
W efekcie mamy na rynku preparaty, które mijają się z definicją probiotyku. Nie ma w nich deklarowanej liczby żywych bakterii, nie mówiąc o informacji o szczepie. Nie ma więc gwarancji bezpieczeństwa.
Wynika stąd, że wiele probiotyków może nie być zweryfikowanych przez GIS. Funkcjonują w naszej świadomości jako bezpieczne produkty niemalże tożsame z jogurtami.
Żyjemy w erze olbrzymiego szumu informacyjnego. Jeżeli wchodzimy do apteki - mamy masę reklam, ulotek, informacji. Dla niezorientowanej osoby jest to trudny wybór.
Zwłaszcza, że kluczowe jest dzisiaj zrozumienie, dlaczego jedne bakterie działają jak super wyspecjalizowane narzędzia terapeutyczne a inne mogą stanowić wręcz śmiertelne zagrożenie.
Produkcja probiotyków wymaga stref o kontrolowanej atmosferze, często bardziej restrykcyjnych niż przy produkcji leków. Wilgotność na hali nie może przekroczyć 30%.
Są to więc olbrzymie koszty klimatyzacji i osuszania, a wielu mniejszych producentów tych kosztów nie może udźwignąć.
Bakterie zamykane w kapsułce muszą być pozbawione wilgotności. Są liofilizowane czyli suszone sublimacyjnie. Bakterie zapadają wtedy w anabiozę czyli można powiedzieć śpią.
Jeżeli do tej liofilizowanej bakterii dostanie się choć odrobina wilgoci woda z powietrza to procesy metaboliczne ruszają. Bakteria się budzi, a w kapsułce nie ma węglowodanów czyli pożywienia, więc bakteria musi zużyć własne zapasy energetyczne i po zużyciu ginie z głodu.
Absolutnie nie trzymamy probiotyków w łazience, gdzie panuje wysoka wilgotność i temperatura. Zaparowana łazienka to jest wyrok śmierci dla tych mikroorganizmów. Łazienka to najgorsze możliwe miejsce
Najlepiej trzymać je w suchym i chłodnym miejscu. Idealnym miejscem jest lodówka, ponieważ bakterie uwielbiają wprost temperaturę poniżej 15 stopni Celsjusza. Zimno i niska wilgotność hamuje ich degradację.
Brak kontroli temperatury, zwłaszcza latem. Temperatura często powyżej 40 – 50°C w blaszanej skrzynce kurierskiej czasami nawet kilka dni z rzędu. To wyrok śmierci na bakterie. Płaci za żywe kultury a dostaje praktycznie usmażone, martwą masę.
Korzystałem z rozmowy prof. E.Stachowskiej z dr. I Łoniewskim na YT na kanale: „ prof. Stachowska”